Zaczynając barwne życie…

Wiele razy słyszałam, ze to na emeryturze człowiek ma czas zacząć realizować swoje pasje. Tylko po co czekać do emerytury??? Która dodatkowo nie gwarantuje, że będziemy mieli środki,  czy zdrowie, żeby owe pasje realizować…

Przede wszystkim duże dziecko daje możliwości, żeby móc zacząć myśleć o sobie dużo wcześniej.

Jestem typem kobiety, dla której najważniejszy jest dom. Zadbany, czysty, bezpieczny, codziennie ze świeżym obiadem. Wiele jest takich kobiet. Ale ja wcześnie urodziłam dziecko i udało mi się skończyć studia, założyć rodzinę, stworzyć dom, znaleźć pracę. I cały czas ten dom i to dziecko były i są oczywiście nadal najważniejszymi priorytetami. Ale dziecko jest już duże, na tyle duże, że ma swoich znajomych, swoje zajęcia, nie wymaga mojej ciągłej obecności.

Początkowo po tylu latach uzależniania wszystkiego od dziecka, zwłaszcza całego mojego czasu, gdy nagle okazało się, że wracam, a jej nie ma, wcale nie siedzi, nie czeka, nie płacze, doznałam uczucia, że jestem już niepotrzebna. Szok. Jak to! W pierwszej kolejności pojawiły się myśli, że może ona jest jednak za mała na taką samodzielność, więc może zakazać jej wychodzenia do koleżanek czy z koleżankami.

Ale chwilę potem pojawiła się myśl, że przecież nie mogę kurczowo trzymać jej przy sobie. Ona powinna przebywać z rówieśnikami. Bo to z nimi będzie układać sobie przyszłe życie. 

Tak więc staję się niepotrzebna. Nagle nie mam co ze sobą zrobić. Więc sprzątam, robię zakupy, gotuję, piorę, prasuję, ceruję…I jeszcze parę tych z rodzaju „…uję”. Ale po kilku dniach nie ma co sprzątać, co prać… Kończą mi się pomysły. Zawsze dużo czytałam, ale teraz po jeszcze większej ilości łykniętych książek po prostu bolą oczy, nuży mnie to. Dramat.

NIEPOTRZEBNA. NIECIEKAWA. BEZ POMYSŁU NA ŻYCIE. BEZ PASJI. BEZ HOBBY. W zasadzie nawet bez znajomych, bo wszystkie znajome to matki z kolejnymi już, znowu małymi, potrzebującymi mamy, dziećmi.

Depresja. Nie. To stanowczo za ciężkie słowo. Ale z pewnością depresyjny spadek nastroju. Na szczęście nie trwa długo.

Siadam i myślę. Co by tu zacząć robić?? Co zawsze chciałam robić? Skończone nie te studia co chciałam, więc nie piszę w żadnej gazecie, mieszkam nie tu, gdzie chciałam, w małej miejscowości bez ciekawych miejsc, ach… Same problemy, które, po przemyśleniu, sama sobie wymyślałam. Bo żeby wyjść z tego marazmu, trzeba się ruszyć, zmienić coś w swojej rzeczywistości, coś poświęcić. Trzeba zmienić przede wszystkim podejście i myślenie.

Kiedy już zmieniam sposób myślenia, w pierwszej kolejności myślę o Internecie. Najbardziej dostępne źródło informacji. Mam czas, sporo czasu, z którym nie mam co zrobić, więc może poświęcę go innym. Wolontariat. Tak. Ale za małe miasto, u nas nic się w tej kwestii nie dzieje. Szukam dalej. I nagle znajduję możliwość „upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu”.  Mogę zacząć i pisać i zajmę czymś czas, w którym czuje się bezużyteczna. Stąd ten wpis. Wyjątkowo osobisty, nie takie planowałam „artykuły”, ale pomyślałam, że pierwszy może być taki.

A dalej? Dalej mam parę pomysłów na siebie. Przede wszystkim mam zamiar zacząć rozwijać pasję, która od zawsze we mnie siedziała, ale nigdy nie było na nią czasu, pieniędzy…  Mam zamiar nauczyć się paru rzeczy, na które też nigdy czasu nie było, pojechać w parę miejsc, które zawsze były za daleko…Ale wszystko po kolei.

A wy? Jeśli też nie macie co robić, szukacie pomysłu na dodatkowe zajęcie, do którego moglibyście uciec, gdy w domu lub w pracy jest nie tak, dzięki któremu Wasze życie nabierze sensu, zrobicie coś dla siebie, to zapraszam do przeczytania kolejnych tekstów. W każdym z nich zamierzam opisać pomysły na nowe barwniejsze życie. Może któryś z nich zainspiruje Was i sprawi, że i Wasze życie, będzie bardziej barwne.

 

Magdalena Sieradzka